Już brzask, dnia goniec, powietrze przeniknął,

(Dla wracających tym milszy pielgrzymów,

Blisko ich kraju, gdy rodzinne pola

Brzask ten oświeci, kłąb rodzinnych dymów984).

Ciemność pierzchała, a z nią sen mój zniknął.

Wstałem, przede mną wstali mistrze moi:

«Ten słodki owoc985, za którym wciąż ludzie

Po tylu drzewach gonią w takim trudzie,

Dzisiaj zupełnie twój głód zaspokoi».

Wirgili do mnie mówił tymi słowy.