Żadne kolędne, podarek gotowy,
W pociesze słowom takim nie wyrówna.
A chęć iść wyżej tak była gwałtowna,
Że z każdym krokiem stóp moich łoskotu,
Czułem, jak rosły mi skrzydła do lotu.
Gdy całe schody przeszliśmy pod nami,
Najwyższy stopień dotknąwszy stopami,
Wirgili mówił, wzrok utkwiwszy we mnie:
«Ogień mający czas i ogień wieczny986
Widziałeś synu; to kres ostateczny