Gdzie pierwszy cień swój rzuca góra święta.

Jednak zagięte gałęzie i chrusty

Tak nie zboczyły od liniji992 prostej,

Ażeby na ich wierzchołkach ptaszęta

Przestały śpiewać i ćwiczyć się w śpiewie.

Wesołe siedząc i nucąc na drzewie,

Witały ranek pomiędzy liściami,

Mieszającymi swój szmer z ich pieśniami.

Taki szmer szumi na pola i lasy,

Z gałęzi sosen nad brzegiem Chiassy993,