Chociaż jej przeźrocz cień osłania wieczny,

Przez który księżyc i promień słoneczny

Do jej fal jasnych nigdy się nie wkradnie.

Stanąłem, oczy za strumień posłałem,

Drzew rozmaitość podziwiać z zapałem.

I tam (jak przedmiot gdy się zjawi nowy,

Każdą myśl inną wywietrza nam z głowy),

Widziałem damę996, po kwietnych zieleniach

Idąc, nuciła i kwiaty zbierała,

Jakimi łąka jej drogę dzierzgała.