Zakrakał dziko i nastrzępił pióra,

Korę i liście, kwiat, co się rozwijał,

Z zielonych pączków swym dziobem obijał

I z całej siły uderzył piersiami

W pośrodek wozu, wóz wrył się kołami,

Zgiął się jak okręt tłuczony falami.

Lis długo, długo pełznąc niewidzialny1111,

Ukradkiem wskoczył na wóz tryumfalny,

Chudy, snadź łaknął tuczniejszego chleba.

Lecz moja pani zgromiła go srogo,