w czarnej okładce [trudno wyobrazić sobie
inny kolor] i, naciągnąwszy na siebie czarny sweter
przystąpiłem do ostatecznej rozprawy ze światem.
Podobno przekład ocenzurowano,
ale nigdy nie chciało mi się ustalić,
czy to prawda. Jak zwykle, zostawiłem sprawę
w połowie. Brak broni etc. [wystarczyło zdjąć gacie
i rozewrzeć pośladki, żeby znalazła się broń].
Głupio by było, gdyby któryś z ludzi Boga
położył ciepłą dłoń na moim ramieniu i rzekł: