Las w dole leżał zupełnie w cieniu, niemal w mroku. Ale niebo w górze było kryształowe. Nie promieniowało jednak prawie wcale światła.

Mężczyzna zbliżył się do niej poprzez cienie w dole, z twarzą wzniesioną niby blada plama.

— Pójdziemy teraz? — zapytał.

— Dokąd?

— Odprowadzę panią do bramy.

Załatwiał wszystko na swój sposób. Zamknął drzwi szałasu i podszedł do niej.

— Nie żałuje pani, prawda? — zapytał, idąc obok niej.

— Nie! Nie! A pan?

— Ja? Nie! — odpowiedział. Po chwili dodał: — Ale wszystko poza tym...

— Co wszystko? — zapytała Connie.