— Sir Clifford. Inni ludzie. Wszystkie zawikłania...

— Dlaczego zawikłania? — zapytała Connie rozczarowana.

— Zawsze tak jest. Zarówno dla pani, jak i dla mnie. Zawsze bywają zawikłania.

Niewzruszenie kroczył w ciemności naprzód.

— I żałuje pan? — powtórzyła Connie.

— W pewnym sensie — odpowiedział Mellors, spoglądając w niebo. — Myślałem, że mam już to wszystko poza sobą. Teraz zacząłem na nowo.

— Co pan zaczął?

— Życie.

— Życie! — powtórzyła Connie z dziwnym dreszczem.

— To jest życie — rzekł Mellors. — Niepodobna uciec od niego. A gdy się od niego ucieka, lepiej od razu umrzeć. Jeżeli więc muszę zacząć znowu, to znaczy, że muszę.