— Nie pójdę dalej — rzekł.
— Nie!
I wyciągnęła dłoń, jakby mu chciała podać rękę. Ale on uchwycił ją obydwiema dłońmi.
— Mam przyjść znowu? — zapytała Connie tęsknie.
— Tak! Tak!
Opuściła go i ruszyła przez park.
Mellors cofnął się i spoglądał, jak wchodziła w mrok, odcinając się od bladego horyzontu. Niemal z goryczą spoglądał za nią. Związała go znowu, jego, który chciał być przecież sam. Pozbawiła go owego gorzkiego odosobnienia mężczyzny, który pragnie wreszcie, aby go pozostawiono sobie samemu.
Skierował się w mrok lasu. Wszystko było ciche, księżyc zaszedł. Ale do uszu jego dochodziły szmery nocy, maszyny parowe w Stacks Gate, ruch na szosie. Wolno zbliżał się do ogołoconego wierzchołka wzgórza. Z góry mógł widzieć okolicę, szerokie szeregi świateł w Stacks Gate, mniejsze światła wokół kopalni Tevershall, żółte światła wsi Tevershall, wszędzie światła, tu i tam w ciemnej okolicy i — jako że noc była jasna — dalekie ognie wielkich pieców hutniczych, mdłe i czerwonawe od czerwieni wypływającego, rozżarzonego do białości metalu. Ostre, złośliwe światła elektryczne w Stacks Gate! Tkwiące w nich nieokreślone życie zła! I cały ten wieczny niepokój nocy przemysłowej Środkowej Anglii. Słyszał dźwigi wyciągowe ze Stacks Gate, spuszczano właśnie zmianę na siódmą. Kopalnia pracowała na trzy zmiany.
Zszedł znowu w mrok i odosobnienie lasu. Ale wiedział, że odosobnienie lasu było złudą; szmery przemysłowe przerywały samotność, ostre światła, choć niewidzialne, szydziły z niej. Człowiek nie mógł długo żyć w ciszy, dla siebie, samotnie. Świat nie znosił pustelników. A oto teraz wziął tę kobietę i ściągnął na siebie korowód bólu i przeznaczenia. Wiedział bowiem z doświadczenia, co to znaczyło.
Nie była to wina tej kobiety, nawet nie wina miłości ani płci. Wina leżała tam, tam, w tych złych światłach elektrycznych i szatańskim warkocie maszyn. Tam, w świecie pożądliwego mechanizmu i zmechanizowanej pożądliwości, migoczącym światłami i wypluwającym gorący metal i wyjącym środkami komunikacji, tam, w tym świecie leżała zła potworność, gotowa zburzyć wszystko, co się do niej nie chciało dostosować. Niebawem zniszczy i las, a hiacynty nie będą już tutaj rozkwitać. Wszystkie cudowne rzeczy muszą sczeznąć pod kołami i szaleństwem żelaza.