— Dyć — odpowiedział i spojrzał w las.

Connie wstała wolno i odsunęła krzesło.

— Chciał pan wejść? — zapytała.

Spojrzał na nią przebiegle.

— Cy ludzie nie bydom sobie roztomaitych rzecy myśleć, jak sam panuchna bydom w kożdy wiecór przichodzić?

— Dlaczego? — Spojrzała na niego, nie rozumiejąc nic. — Powiedziałam przecież, że przyjdę. Nikt o tym nie wie.

— O niezadługo bydom ludzie wiedzieli — odpowiedział. — A jakóż potem?

Connie nie znalazła odpowiedzi.

— Dlaczego mają wiedzieć? — zapytała wreszcie.

— Ludzie bardzo wartko dowiadujom sie ło wszystkim — odpowiedział.