Wargi jej zadrżały lekko.
— Na to ja nic zaradzić nie mogę — wybełkotała.
— No — rzekł leśniczy — dyć mogliby panuchna na to zaradzić, kieby sam nie przichodzili, to jest, jakby panuchna chcieli — dodał ciszej.
— Ale ja tego nie chcę — mruknęła Connie.
On spojrzał znowu w las i milczał.
— A co bydzie, jak sie ludzie dowiedzom? — zapytał wreszcie. — Niech żys se panuchna ino pomyślom. Niech se ino panuchna łozwożom jakom sie to poniżonom bydom wydować: sługa jeich chłopa!
Connie spojrzała na jego odwróconą twarz.
— Czy to — wybełkotała — czy to dlatego, że pan mnie nie chce?
— Niech panuchna pomyślom — rzekł. — Niech se ino pomyślom, co bydzie, jak sie ło tym ludzie dowiedzom: panoczek Clifford i... i kiej wszyscy ludzie zacnom ło tym godać...
— No, mogę przecież wtedy odejść stąd.