— Kaj to?

— Dokądkolwiek. Mam sama dość pieniędzy. Moja matka pozostawiła mi dwadzieścia tysięcy funtów, których Clifford nie może tknąć. Mogę wyjechać.

— Ale wierza panuchna nie bydom chcieli wyjechać?

— Owszem, tak! Nic sobie z tego nie robię, nie obchodzi mnie, co się ze mną stanie.

— No, to sie panuchnie ino tak zdo. Już ich to tam bydzie łobchodziło. Jeszce ich bydzie łobchodziło, tak jest ze wszystkimi. Nie śmiom zapomnieć, panuchna zadowajom się z prostym gojnym, to nie to samo, co z fajnym panoczkiem. Ło, zycher to panuchna bydzie łobchodzić. Ja, ja, pewnikiem. Bydzie to panuchna łobchodzić.

— Nie, mnie nie. Ja sobie nic nie robię z „jaśnie pani”! Właściwie nienawidzę tego. Mam wrażenie, że ludzie szydzą ze mnie, kiedy to mówią. I tak też jest. Tak jest na pewno. Nawet pan drwi sobie ze mnie, kiedy pan to mówi.

— Jo?

Po raz pierwszy spojrzał na nią pełnym wzrokiem, spojrzał jej prosto w oczy.

— Jo z panuchny doprowdy nie błoznuja — rzekł.

I kiedy patrzał jej w oczy, ujrzała, jak jego oczy ciemnieją, ciemnieją zupełnie, a źrenice rozszerzają się.