Położył rękę na jej policzku i szybko pocałował ją znowu.
— Tóż wlyźmy — rzekł. — A zciepnij ten mantel.
Odwiesił fuzję, zrzucił mokrą kurtkę skórzaną i chwycił wełniane koce.
— Prziniosech jeszce jedno deka — rzekł. — Cobychmy sie mogli przikryć, jak bydymy chcieć.
— Nie mogę zostać długo — powiedziała Connie. — Kolacja jest o pół do ósmej.
Spojrzał na nią szybko, potem rzucił okiem na zegarek.
— Już dobrze — rzekł.
Zamknął drzwi i zapalił małe światełko w wiszącej na ścianie latarni.
— Pewnego dnia będziemy mieli dużo czasu — powiedział
Ostrożnie rozłożył koce, jeden podłożył jej pod głowę. Potem usiadł na chwilę na stołku i przyciągnął ją do siebie, trzymając ją blisko jednym ramieniem, a wolną ręką szukając jej ciała. Usłyszała, jak wciąga powietrze, gdy ją znalazł. Pod cienką halką była naga.