Nie mogła go już prawie dostrzec.
— Dobranoc — rzekła.
— Dobranoc jaśnie pani — zabrzmiał jego głos.
Connie zatrzymała się i spojrzała w wilgotny mrok. Rozpoznawała jeszcze zaledwie tylko zarysy jego postaci.
— Dlaczego to powiedziałeś?
— No — odpowiedział Mellors — tóż dobra noc, wyrywej terozki.
Ruszyła szybko w ciemnoszarą, niemal namacalną noc. Boczne drzwi były otwarte i Connie wślizgnęła się niedostrzeżona do swego pokoju. Gdy zamykała drzwi, zabrzmiał gong, ale ona chciała się jeszcze wykąpać — musiała się wykąpać.
— Więcej nie będę się już spóźniać — powiedziała do siebie — to zbyt niemiłe.
Następnego dnia nie poszła do lasu. Natomiast pojechała z Cliffordem do Uthwaite. Mógł teraz wyjeżdżać niekiedy autem i przyjął silnego, młodego szofera, który w razie potrzeby mógł go wynieść z auta. Chciał się przede wszystkim zobaczyć ze swoim chrzestnym ojcem Leslie Winterem, który mieszkał w Shipley Hall, niedaleko Uthwaite. Winter był teraz starszym już panem, bardzo bogatym, jednym z owych bogatych właścicieli kopalń, których najświetniejszy okres przypadał na czasy panowania króla Edwarda. Król Edward nieraz przyjeżdżał na polowanie do Shipley. Była to piękna, stara budowla, ozdobiona sztukateriami, niezmiernie elegancko urządzona, gdyż Winter był kawalerem i szczycił się swoim stylem; ale posiadłość otoczona była kopalniami. Leslie Winter był oddany Cliffordowi, ale osobiście, ze względu na portrety w ilustrowanych pismach i na literaturę, żywił dla niego mało szacunku. Stary pan był bywalcem ze szkoły króla Edwarda i uważał, że życie to życie, a skryby to coś zupełnie innego. W stosunku do Connie był stary szlachcic zawsze niezmiernie szarmancki, uważał ją za pociągającą, stateczną dziewczynę, która marnuje się dla Clifforda, i ubolewał niezmiernie, że nie może ona wydać na świat potomka Wragby. On sam nie miał potomka.
Connie zadawała sobie pytanie, coby powiedział Winter, gdyby wiedział, że leśniczy Clifforda miał z nią stosunek płciowy i powiedział do niej: „Musisz kiejś przijść do mnie do fosztówki”. Brzydziłby się nią i gardził, gdyż doszedł on do tego, że nienawidził niemal wyzwoleńczych dążeń klasy robotniczej. Mężczyzny z własnej klasy nie wziąłby jej za złe, gdyż Connie była z natury uposażona w ów pozór skromnej, posłusznej dziewczęcości, i może było to częścią składową jej charakteru. Winter mówił do niej „moje dziecko” i prawie wbrew jej woli podarował jej czarującą miniaturę damy z osiemnastego wieku.