Ale myśli Connie były zaabsorbowane leśniczym. Ostatecznie pan Winter, który był naprawdę gentlemanem i światowcem, traktował ją jako indywidualność i jako wyodrębnioną jednostkę; nie wrzucał jej do jednego worka z całą resztą świata kobiecego przez jakieś „wdycki” i „terozki”.

Nie poszła owego dnia do lasu, nie poszła też następnego, ani trzeciego dnia. Nie szła tak długo, jak długo czuła lub sądziła iż czuje, że mężczyzna czeka na nią, że jej pożąda. Ale czwartego dnia ogarnął ją straszliwy niepokój, który wytrącił ją z równowagi. Ciągle jeszcze wzbraniała się iść do lasu i rozewrzeć znowu uda przed tym człowiekiem. Myślała o wszystkim, co mogła uczynić — pojechać do Sheffield, składać wizyty — ale myśl o tym wszystkim była jej wstrętna. Wreszcie zdecydowała się pójść na spacer, ale nie do lasu, lecz w przeciwnym kierunku. Postanowiła pójść do Marehay, przez małą, żelazną furtkę po drugiej stronie parku.

Był cichy, szary poranek wiosenny, prawie ciepły. Szła nieuważnie, zatopiona w myślach, których sobie nawet nie uświadamiała. Nie uświadamiała sobie niczego poza sobą, aż wyrwało ją z zadumy głośne szczekanie psa w Marehay Farm. Marehay! Łąki folwarku ciągnęły się aż do wrót parku Wragby, byli więc sąsiadami. Ale Connie już od długiego czasu nie była tutaj z wizytą.

— Bella! — zawołała na wielkiego, białego bulteriera. — Bella, zapomniałaś mnie już? Nie poznajesz mnie?

Bała się psów, Bella stała przed nią bez ruchu i szczekała, a Connie chciała przejść przez dziedziniec i iść dalej ścieżką przez zagajnik.

Pani Flint ukazała się w drzwiach. Była to kobieta w wieku Constance, kiedyś była nauczycielką wiejską. Connie podejrzewała ją, że jest dość fałszywą istotą.

— Ach, ależ to Lady Chatterley! Ach! — I oczy pani Flint zajaśniały, zarumieniła się jak młoda panienka. — Bella, Bella! Co to? Szczekasz na Lady Chatterley? Cicho, Bella! Będziesz ty cicho!

Skoczyła do psa i zaczęła go okładać białą chustką, którą właśnie miała w ręku. Potem podeszła do Connie.

— Zawsze mnie poznawała — rzekła Connie, podając jej rękę.

Flintowie byli dzierżawcami Chatterleyów.