Miły Boże! Jak błyskawica przeniknęło panią Bolton nagłe zrozumienie. On był kochankiem Lady Chatterley! On! On!
Któż by to pomyślał? Ba, czyż i ona sama, Ivy Bolton, nie była w nim kiedyś trochę zadurzona? Kiedy on był chłopcem szesnastoletnim, a ona dwudziestosześcioletnią kobietą! Było to w czasie, kiedy się przygotowywała do egzaminu pielęgniarskiego. A on pomagał jej wiele przy anatomii i w innych sprawach, których się musiała uczyć. Mądry to był chłopak, dostał stypendium do gimnazjum w Sheffield, uczył się francuskiego i innych rzeczy, a potem został ostatecznie kowalem i okuwał konie, ponieważ lubił konie, jak powiadał: w istocie zaś, ponieważ bał się ruszyć w świat i stawić mu czoła; tylko że do tego nigdy się nie chciał przyznać.
Ale ładny był z niego chłopak, ładny chłopak, i bardzo jej dopomógł; potrafił doskonale tłumaczyć człowiekowi trudne rzeczy. Był zupełnie taki mądry, jak Sir Clifford; a do kobiet zawsze miał szczęście. Raczej do kobiet niż do mężczyzn, powiadano.
Aż wreszcie ożenił się z Bertą Coutts, jakby to zrobił sobie na przekór. Niektórzy ludzie żenią się naprawdę sobie na przekór, ponieważ rozczarowali się czymś. I nic dziwnego, że mu się nie powiodło. Lata całe go nie było, przez cały czas wojny: i porucznikiem został, i w ogóle; prawdziwy gentleman, rzeczywiście prawdziwy gentleman! — A potem wrócić do Tevershall i zostać leśniczym! Naprawdę, niektórzy ludzie nie umieją wykorzystać nadarzających się im sposobności. I mówić najordynarniejszą gwarą jak najgorsi ludzie, gdy ona, Ivy Bolton, wiedziała przecież, że on rzeczywiście potrafi mówić jak elegancki człowiek.
Tak, tak! Więc jaśnie pani zapatrzyła się w niego! Hm — jaśnie pani nie była pierwsza: w tym człowieku coś było. Ale pomyśleć tylko! Chłopak urodzony w Tevershall, wychowany tutaj i ona, jaśnie pani na Wragby Hall! Daję słowo, to dopiero policzek dla wielmożnych państwa Chatterleyów!
Tymczasem leśniczy, w miarę jak budził się dzień, począł pojmować, że to było bezcelowe! Bezcelowe były próby wyrwania się z osamotnienia. Trzeba było wytrwać w tym całe życie. Niekiedy tylko, niekiedy, luka wypełniała się. Niekiedy tylko! Ale trzeba było czekać na to. Trzeba było trwać w samotności i znosić ją przez całe życie. A chwile, gdy się luka wypełniała, przyjmować, kiedy się zdarzały. Ale musiały przyjść same. Niepodobna ich było zmusić do tego.
Za jednym zamachem opadły fale pożądania, które ciągnęły go do niej. Zdławił je, gdyż tak być musiało. Z obu stron musiało być pragnienie. A jeśli ona nie przychodziła do niego, on nie będzie biegał za nią. Nie wolno mu. Musiał odejść, aż ona przyjdzie.
Odwrócił się powoli, w zadumie i wchłonął znowu swoją samotność. Wiedział, że tak jest lepiej. Ona musiała przyjść do niego: bezcelowe byłoby gonić za nią. Bezcelowe!
Pani Bolton zobaczyła, jak leśniczy odchodził, zobaczyła, jak pies biegł za nim.
„Tak, tak! — powiedziała sobie. — Jest to jedyny mężczyzna, o którym nigdy w związku z tym nie pomyślałam, a przecież jedyny, o którym naprawdę mogłam pomyśleć! Jako młody chłopiec był dla mnie poczciwy, kiedy straciłam Teda. Tak, tak! Cóż by on na to powiedział, gdyby wiedział o tym!”