— Naturalnie może się zdarzyć, że będę jeszcze miał dziecko. Nie jestem wcale okaleczony naprawdę. Potencja może łatwo powrócić, nawet jeżeli mięśnie bioder i ud są sparaliżowane. A wtedy może uda się przenieść nasienie.
Podczas swego energicznego okresu, kiedy tak gorliwie pracował nad zagadnieniami górnictwa, miał istotnie wrażenie, jakby powracała mu potencja płciowa. Connie wlepiła w niego wzrok z przerażeniem. Była jednak dość rozsądna, aby zużytkować jego myśli do własnych celów. Chciała bowiem mieć dziecko, gdyby mogła: ale nie jego dziecko.
Pani Bolton na chwilę utraciła mowę, jak rażona gromem. Potem nie chciała uwierzyć: dopatrywała się w tym tylko podstępu. Ale lekarze dokonywali dzisiaj takich cudów. Może przeprowadzą też sztuczne zapłodnienie.
— Tak, proszę jaśnie pani, mam nadzieję i modlę się tylko, aby to pani było dane. Jakby to było wspaniale dla pani i dla nas wszystkich! Naprawdę, dziecko we Wragby, jakżeby się wtedy wszystko zmieniło!
— Prawda? — rzekła Connie.
I wybrała trzy kicze akademickie, liczące sobie już po sześćdziesiąt lat, aby je posłać księżnie Shortland na najbliższy kiermasz dobroczynny. Nazywano ją „bazarową księżną”, ponieważ stale prosiła całe hrabstwo o nadsyłanie jej różnych przedmiotów do sprzedaży. Będzie zachwycona tymi trzema malowidłami. Może nawet skłoni ją to do złożenia wizyty. Jak wściekły był Clifford zawsze, kiedy ona przyjeżdżała.
„Ależ moja kochana! — myślała pani Bolton w duchu. — Więc przygotowujesz nas na dziecko Olivera Mellorsa? O Boże wielki, tożby dopiero było coś! Dziecko tevershallowskie w kołysce rodowej z Wragby! Naprawdę, nie przyniosłoby jej ujmy!”
Pośród innych potworności stała w tym lamusie także dość duża szkatułka z japońskiej laki, sprzed sześćdziesięciu lub siedemdziesięciu lat, niezwykle zręcznej i starannej roboty, wyposażona w najbardziej pomysłowe urządzenia. Na górze był skoncentrowany garnitur toaletowy: szczotki, flakoniki, lustro, grzebienie, puderniczki, nawet trzy niezwykle małe brzytwy w pochewkach, mydelniczka i tak dalej. Poniżej następowały przybory piśmienne: suszki, pióra, kałamarze, papier, koperty, notesy. Następnie komplet przyborów do szycia: trzy pary różnej wielkości nożyczek, naparstki, igły, jedwab do szycia, nici i szydełka, wszystko w najlepszym gatunku i cudownie wykonane. Dalej była tam mała apteczka z butelkami, na których widniały napisy: Laudanum, Tinctura myrrhea, Ess. Clovis i tak dalej, ale wszystkie były puste.
Wszystko zupełnie nowiutkie, a całość była po zamknięciu wielkości małej, ale grubej walizeczki, wewnątrz zaś składała się jak łamigłówka. Z buteleczek nic się wylać nie mogło, bo nie było miejsca.
Szkatułka była cudownie pomyślana i cudownie wykonana. Była to doskonała robota w solidnym stylu wiktoriańskim. Ale w pewnym sensie było to monstrualne. Nawet jakiś Chatterley musiał sobie z tego zdawać sprawę, gdyż szkatułka nie była nigdy w użyciu. Odznaczała się ona szczególną bezdusznością.