Ale pani Bolton była zachwycona.

— Niech pani spojrzy, co za cudowne szczoteczki! I jakie to wszystko luksusowe! Nawet pędzelki do golenia, trzy doskonałe pędzelki! Nie! I co za nożyczki! Naprawdę, najlepsze, jakie można dostać! O, to jest coś zachwycającego!

— Tak pani sądzi? — rzekła Connie. — Więc niech ją sobie pani weźmie.

— Ach, nie, proszę jaśnie pani!

— Naprawdę! Tutaj ta szkatułka będzie leżała do końca świata. Jeżeli jej pani nie chce, poślę ją księżnej razem z obrazami. A nie zasługuje ona w istocie, żeby jej tyle dać. Niechże pani weźmie!

— O, proszę jaśnie pani! Nie wiem, jak mam pani za to dziękować.

— Nie potrzebuje pani wcale dziękować — zaśmiała się Connie.

I pani Bolton zbiegła triumfalnie na dół, trzymając w ramionach dużą, czarną szkatułkę, czerwona zupełnie z podniecenia.

Pani Betts zawiozła ją jednokonką razem ze szkatułką do jej domu we wsi.

A pani Bolton po prostu musiała zaprosić kilka przyjaciółek, aby im pokazać podarunek: żonę nauczyciela, aptekarzową, panią Weedon, żonę drugiego kasjera. Wszystkie były zdania, że szkatułka jest istnym cudem. A potem zaczęły się szepty o dziecku Lady Chatterley.