— Czy istnieją takie pogłoski? — zapytał Clifford.

— Owszem, mój chłopcze. Pytał mnie o to Marshall z Fillingwood. To wszystko, co mogę powiedzieć o tej pogłosce. Oczywiście nie będę jej rozpowszechniał dalej, jeżeli nie jest uzasadniona.

— Tak — odpowiedział Clifford nieswój, ale z oczyma dziwnie połyskującymi. — Nadzieja istnieje. Nadzieja istnieje.

Winter podszedł do Clifforda i uścisnął mu rękę.

— Kochany chłopcze, kochany chłopcze, czy możesz sobie wyobrazić, co znaczą dla mnie twoje słowa? Co znaczy dla mnie usłyszeć, że przy swojej pracy masz nadzieję na syna? I że będziesz mógł znowu zatrudnić wszystkich ludzi z Tevershall? Ach, mój chłopcze! zachować swój ród i mieć pracę dla każdego, kto chce pracować!...

Stary pan był szczerze wzruszony.

Następnego dnia Connie ustawiała żółte tulipany o długich łodygach w szklanym wazonie.

— Connie — rzekł Clifford — czy słyszałaś o krążącej pogłosce, że obdarzysz Wragby synem i dziedzicem?

Connie doznała zawrotu głowy z przerażenia, ale stała zupełnie spokojnie, z ręką na kwiatach.

— Nie! — odpowiedziała. — Czy to żart? Czy złośliwość?