— Nie. Nie wspomniałam o tobie — odpowiedziała Connie.
— Naturalnie, nie wydałbym mu się na pewno odpowiednim zastępcą. Więc skądże masz mieć dziecko?
— Mogłabym nawiązać jakiś stosunek w Wenecji — rzekła Connie.
— Mogłabyś — odpowiedział leśniczy wolno. — Więc po to jedziesz.
— Nie żeby mieć stosunek — wtrąciła Connie i spojrzała na niego błagalnie.
— Tylko żeby zbudzić pozór — dokończył Mellors.
Nastąpiło milczenie. Mellors siedział, patrząc przez okno z lekkim uśmiechem na wpół szyderstwa, na wpół goryczy. Nienawidziła tego uśmiechu.
— Nie zastosowałaś więc żadnych środków zapobiegawczych, żeby nie mieć dziecka? — zapytał nagle. — Bo i ja tego nie zrobiłem.
— Nie — odpowiedziała Connie cicho. — Nie potrafię znieść czegoś podobnego.
Mellors spojrzał jej w twarz, potem znowu z owym charakterystycznym, przebiegłym uśmiechem w okno. Zapadła naprężona cisza.