— No — rzekł wreszcie leśniczy — jak jaśnie pani chce. Jeżeli będziesz miała dziecko, niech należy do Sir Clifforda. Ja nic nie stracę. Przeciwnie, miałem piękne przeżycie, naprawdę bardzo piękne! — I przeciągnął się z na wpół stłumionym ziewnięciem. — Jeżeli mnie wykorzystałaś — ciągnął — to nie po raz pierwszy mnie wykorzystano. A zdaje się, że nigdy nie było to dla mnie tak miłe, jak tym razem. Choć oczywiście człowiek nie wydaje się sobie przy tym bardzo godny.
Znowu przeciągnął się dziwnie, z drgającymi mięśniami i zdecydowaną twarzą.
— Ale ja ciebie nie wykorzystałam — rzekła Connie błagalnie.
— Zawsze do usług jaśnie pani — odpowiedział leśniczy.
— Nie — rzekła. — Lubię twoje ciało.
— Naprawdę? — odpowiedział ze śmiechem. — Jeżeli tak, to jesteśmy skwitowani, bo i ja twoje lubię.
Spojrzał na nią dziwnie pociemniałymi oczyma.
— Chciałabyś wejść teraz na górę? — zapytał zdławionym głosem.
— Nie, nie tutaj. Nie teraz! — rzekła Connie głucho, chociaż gdyby w najsłabszym stopniu zrobił użytek z władzy, jaką nad nią posiadał, byłaby weszła, gdyż nie miała siły przeciwko niemu.
Mellors odwrócił znowu twarz i zdawało się, że zapomniał o niej.