Jednak gdy się oddalał, by po cichu wstać i ją opuścić, przylgnęła do niego z przerażeniem.
— Nie! Nie odchodź! Nie zostawiaj mnie! Nie bądź na mnie zły! Przytul mnie! Trzymaj mnie mocno! — szeptała w ślepym szale, nie wiedząc nawet, co mówi, i przylgnęła do niego z niesamowitą siłą. Chciała być ocalona przed samą sobą, przed własnym wewnętrznym gniewem i oporem. Jak jednak potężny był ten wewnętrzny opór, który ją opętał!
Znów wziął ją w ramiona i przyciągnął do siebie, a ona nagle stała się mała w jego ramionach, mała i przytulona. To minęło, opór minął i zaczęła topnieć w cudownym spokoju. I gdy topniała, mała i cudowna w jego ramionach, stała się dla niego nieskończenie pożądana, wszystkie jego naczynia krwionośne zdawały się parzyć intensywnym, ale czułym pożądaniem dla niej, dla jej miękkości, dla przenikliwego piękna jej w jego ramionach, przechodzącego mu do krwi. I delikatnie, z tą cudowną, omdlewającą pieszczotą swojej dłoni w czystym, miękkim pożądaniu, delikatnie głaskał jedwabiste zbocze jej lędźwi, w dół, w dół, między jej miękkimi, ciepłymi pośladkami, zbliżając się coraz bliżej do samego jej wnętrza. I poczuła go jako płomień pożądania, ale czuły, i poczuła, że topi się w płomieniu. Pozwoliła sobie pójść za tym. Poczuła, jak jego penis napiera na nią z cichą, zadziwiającą siłą i zdecydowaniem, a ona pozwoliła sobie, by zwrócić się ku niemu. Ustąpiła z drżeniem, które było jak śmierć, otworzyła się przed nim. I, och, gdyby on nie był teraz dla niej czuły, jakże byłoby to okrutne, bo była otwarta przed nim i bezradna!
Zadrżała ponownie przy nieuchronnym wejściu do jej wnętrza, tak dziwnym i strasznym. Mogłoby nadejść wraz z pchnięciem miecza w jej miękko otwarte ciało, a to oznaczałoby śmierć. Przylgnęła do niego w nagłej udręce przerażenia. Ale nadeszło dziwnym, powolnym pchnięciem spokoju, mrocznym pchnięciem spokoju i ciężkiej, pierwotnej czułości, takiej, jaka stworzyła świat na początku. I przerażenie ustąpiło w jej piersi, jej pierś odważyła się odetchnąć w pokoju, nie wstrzymywała niczego. Odważyła się puścić wszystko, całą siebie, i zniknąć w powodzi.
I zdawało się, że jest jak morze, nic tylko ciemne fale wznoszące się i falujące, falujące z wielkim rozkołysem, tak że powoli cała jej ciemność była w ruchu, a ona była oceanem toczącym swoją ciemną, niemą masę. Och, a daleko w jej wnętrzu głębiny rozstępowały się i rozlewały w długie, daleko sięgające kłęby, ciągle, w samym jej wnętrzu, głębiny rozstępowały się i rozlewały, od środka miękkiego zanurzenia, gdy tłok schodził coraz głębiej, dotykając niżej, a ona stawała się coraz głębiej i głębiej ujawniona, a cięższe jej fale toczyły się do jakiegoś brzegu, odsłaniając ją, a coraz bliżej i bliżej zanurzało się namacalne nieznane, a coraz dalej i dalej fale jej samej oddalały się od niej, pozostawiając ją, aż nagle, w miękkiej, drżącej konwulsji, dotknięto samego rdzenia jej plazmy, wiedziała, że została dotknięta, skonsumowanie nadeszło i już jej nie było. Odeszła, nie było jej i narodziła się: kobieta.
Ach, to zbyt piękne, zbyt piękne! W odpływie uświadomiła sobie całą rozkosz. Teraz całe jej ciało przylgnęło z czułą miłością do nieznanego mężczyzny i w oślepieniu do więdnącego penisa, gdy tak czule, słabo, nieświadomie wycofał się po gwałtownym pchnięciu jego potencji. Gdy wycofał się i opuścił jej ciało, tajemne i wrażliwe, wydała nieświadomy krzyk czystej straty i próbowała odzyskać go znów. Był tak doskonały! I tak go kochała!
I dopiero teraz zdała sobie sprawę z powściągliwej i delikatnej obecności przypominającego pączek penisa, a cichy okrzyk zdumienia i wzruszenia wyrwał się jej ponownie, jej kobiece serce płakało nad delikatną kruchością tego, co wcześniej było mocą.
— Było tak cudownie! — jęknęła. — Było tak cudownie!
Ale on nic nie powiedział, tylko delikatnie ją pocałował, leżąc nieruchomo nad nią. A ona jęknęła z pewnego rodzaju rozkoszą, jak ofiara i jak nowo narodzona istota.
I teraz w jej sercu obudził się dziwny zachwyt nad nim. Mężczyzna! Dziwna siła męskości, która na nią działała! Jej dłonie powędrowały w jego stronę, wciąż nieco przestraszone. Bała się tej dziwnej, wrogiej, nieco odpychającej rzeczy, którą dla niej był, mężczyzny. A teraz dotknęła go i było to jak spotkanie synów bogów z córkami ludzi. Jak pięknie było go czuć, czystość jego tkanki! Jak cudownie, jak cudownie silna, a zarazem czysta i delikatna, co za spokój wrażliwego ciała! Taki całkowity spokój potencji i delikatnego ciała! Jak pięknie! Jak pięknie! Jej dłonie nieśmiało powędrowały w dół jego pleców, do miękkich, drobnych pośladków. Piękno! Co za piękno! Nagły mały płomień nowej świadomości przeszedł przez nią. Jak to było możliwe, to piękno tutaj, gdzie wcześniej ją tylko odpychało? Niewysłowione piękno w dotyku, ciepłe, żywe pośladki! Życie w życiu, czysta, ciepła, potężna rozkosz. I ten dziwny ciężar kulek między jego nogami! Cóż za tajemnica! Co za dziwny, ciężki ciężar tajemnicy, który może leżeć miękko i ciężko w dłoni! Korzeń, korzeń wszystkiego, co piękne, pierwotny korzeń wszelkiego pełnego piękna.