— Ale powiedz mi! — błagała.
— Aj! Aj! Niy czułaś tego? — powiedział niewyraźnie, ale delikatnie i pewnie.
A ona przywarła do niego mocno, jeszcze bliżej. Był o wiele bardziej spokojny w miłości niż ona i chciała, żeby ją uspokoił.
— Naprawdę mnie kochasz! — wyszeptała stanowczo.
A jego dłonie głaskały ją delikatnie, jakby była kwiatem, bez drżenia pożądania, ale z delikatną bliskością. Wciąż jednak prześladowała ją niespokojna potrzeba, by chwycić miłość.
— Nie opuścisz mnie nigdy? — zapytała.
— Nie pytoj ło takie rzecy.
— Ale wierzysz, że cię kocham?
— Bez ta jedna chwilka przałaś70 mi ło wiela wiencyj, aniżeli ci sie to kiej wydowało, że mi bydziesz mogła przać Ale wto wiy, co sie porobi, jak zacniesz kiejś nad tym łozmyśloć!
— Nie, nie mów tego! I nie sądzisz chyba naprawdę, że chciałam cię wykorzystać?