— Wragby ani okiem nie mrugnie! — rzekł. — Bo i dlaczegóż by! Jadę na zdobyczach ducha ludzkiego, które przewyższają rumaka.
— Sądzę, że tak. A dusze Platona, jadące na dwukonnych wozach bojowych do nieba, jechałyby dzisiaj fordem — odpowiedziała.
— Albo rolls-roycem: Platon był arystokratą!
— Słusznie! Nie ma już czarnych koni, żeby je bić i maltretować. Platonowi nie przyszło na myśl, że moglibyśmy zajść o krok dalej, niżeli on ze swoim czarnym i białym koniem, że moglibyśmy w ogóle nie mieć koni, a tylko maszyny!
— Tylko maszyny i gazy! — rzekł Clifford.
— W przyszłym roku będę musiał przeprowadzić kilka reperacji w tych starych murach. Sądzę, że będę mógł wydać na to z tysiąc funtów. Ale robocizna jest dzisiaj tak droga! — dodał.
— O, doskonale! — zawołała Connie. — Żeby tylko nie było znowu strajku!
— Jaki by to miało sens, gdyby znowu strajkowali? Byłaby to tylko zguba przemysłu, a raczej tego, co zeń jeszcze pozostało: już to nawet ślepe sowy widzą!
— Może oni wcale nie chcą gubić przemysłu — rzekła Connie.
— Ach, nie gadajże tak po kobiecemu! Przemysł napełnia im brzuchy, chociaż nie może nabijać im kabz — oznajmił Clifford, używając zwrotów, które dziwnie przypominały panią Bolton.