Wstał, przesunął kapelusz na tył głowy, otarł czoło i zastanowił się.
— Obejrzeliście pręty u dołu? — zapytał CIifford. — Zobaczcie, czy są w porządku!
Leśniczy położył się na brzuchu, podciągnąwszy szyję, wślizgnął się pod maszynę i dotykał jej palcami. Connie pomyślała, jak wzruszającą istotą jest mężczyzna, jak słaby i mały wydawał się, kiedy tak leżał na brzuchu na wielkiej ziemi.
— O ile widzę, wszystko w porządku — zabrzmiał stłumiony głos.
— Myślę, że chyba nic nie poradzicie — rzekł Clifford.
— I ja tak myślę! — Leśniczy wygramolił się spod maszyny i przykucnął znowu na piętach, na sposób górników. — Na pewno nic nie jest złamane, a przynajmniej nic takiego, co można zobaczyć.
Clifford puścił motor w ruch i włączył bieg. Fotel nie ruszył się z miejsca.
— Zanadto pan na nim polegał — zauważył leśniczy.
Clifford był zły na te słowa; ale motor warczał ciągle jak bąk, kaszlał i sapał, potem zdawało się, że idzie gładziej.
— Wygląda to, jakby miał ruszyć — rzekł Mellors.