— Bardzo elegancko się pani wyraża, Lady Chatterley!
— Zapewniam cię, że zachowywałeś się przez cały czas niezmiernie elegancko tam w lesie. Wstydziłam się za ciebie. Ach, mój ojciec ma w sobie dziesięć razy więcej człowieczeństwa niż ty, gentlemanie!
Clifford wyciągnął rękę i zadzwonił na panią Bolton. Ale szyję miał żółtą.
Connie weszła do swego pokoju, wściekła, powiadając sobie:
„On i kupowanie ludzi! No, mnie sobie nie kupił, nie mam więc najmniejszej potrzeby pozostania z nim. Ta martwa ryba, ten gentleman z celuloidową duszą! A jak oni potrafią człowieka usidłać swoimi manierami, swoją obłudną rozwagą i dobrocią! A mają tyleż uczucia, co celuloid”.
Ułożyła plany na noc i postanowiła wybić sobie Clifforda z głowy. Nie chciała go nienawidzić. Nie chciała być z nim związana jakimkolwiek uczuciem. Nie chciała, aby wiedział o niej cokolwiek. A zwłaszcza o jej uczuciach dla leśniczego. Te spory o jej zachowanie wobec służby były rzeczą starą. Clifford uważał, że Connie jest zbyt poufała. Ona uważała, że on był tępy i niewrażliwy, jeżeli idzie o innych ludzi.
Kiedy nadeszła pora kolacji, zeszła na dół spokojnie, bez widocznej zmiany w zachowaniu. Clifford miał jeszcze ciągle żółtą szyję. Czekał go widocznie atak żółciowy, jak zwykle, kiedy się zdenerwował.
Czytał francuską książkę.
— Czytałaś kiedy Prousta? — zapytał.
— Próbowałam, ale nudzi mnie.