Betts jeszcze nie zamknął. Zamykał dom o godzinie dziesiątej i otwierał go o siódmej rano. Wymknęła się cichutko, niedostrzeżona. Półksiężyc świecił dość jasno, aby oświetlić nieco świat, ale nie dość jasno, aby uczynić jej ciemnoszary płaszcz widzialnym. Szła szybko przez park, w istocie nie tyle podniecona schadzką, ile z jakąś goryczą i buntem, które płonęły w jej sercu. Nie było to właściwe usposobienie, w jakim idzie się na noc miłosną. Ale à la guerre comme à la guerre!76

Rozdział czternasty

Kiedy się zbliżyła do furtki parku, usłyszała szczęk zamka. Więc on tam był, w mroku lasu, i widział ją!

— Wcześnie przychodzisz — rzekł z ciemności. — Czy wszystko gładko poszło?

— Zupełnie.

Cicho zamknął za nią furtkę i rzucił strumień światła na ciemny grunt; przy blasku jego latarki można było dojrzeć blade kwiaty, rozwarte jeszcze mimo wieczora. Szli oddzielnie, w milczeniu.

— Pewien jesteś, że dzisiaj rano nic sobie nie zrobiłeś przez ten fotel? — zapytała Connie.

— Nie, nie!

— Czy zapalenie płuc nie pozostawiło u ciebie śladów?

— O, bynajmniej! Serce mam tylko nie tak silne, jak dawniej, i płuca mniej elastyczne. Ale to tak zwykle bywa.