— Może niezupełnie!
Wreszcie dostrzegła z dala żółte światełko. Przystanęła.
— Tam jest światło? — rzekła.
Zawsze zostawiam światło w domu.
Szła znowu u jego boku, ale nie dotykając go, i zadawała sobie pytanie, dlaczego w ogóle idzie z nim.
Mellors otworzył, weszli, potem zamknął znowu drzwi. „Jak w więzieniu!” — pomyślała Connie. Kociołek szumiał nad czerwonym żarem, a filiżanki do herbaty stały na stole.
Usiadła w drewnianym fotelu przy ogniu. Po przejmującym chłodzie leśnym w pokoju było ciepło.
— Zdejmę buciki, przemokły zupełnie — rzekła.
Siedziała teraz w samych pończochach, oparłszy nogi o błyszczącą kratę paleniska. On poszedł do spiżarni i przyniósł jedzenie: chleb, masło i konserwy z ozora. Gorąco się jej zrobiło, więc zdjęła płaszcz. Powiesiła go na drzwiach.
— Napijesz się kakao, herbaty czy kawy? — zapytał leśniczy.