— Więc dlaczego się z nią nie rozwiedziesz? Przecież ona kiedyś do ciebie powróci — rzekła Connie.
Leśniczy spojrzał na nią ostro.
— Łona ku mnie nie postompi ani na łodległość flinty. Łona mie jeszce bardziej nie cierpi, niźli jo jom.
— Przekonasz się, że kiedyś powróci.
— Kaj tam, tego łona nie zrobi. To sie skońcyło. Aż mi sie zimno robi, kiej se pomyśla, że mógbych jom jeszce kiejś łoboczyć.
— Zobaczysz ją. A małżeństwo wasze nie jest nawet sądownie unieważnione, prawda?
— Nie.
— Ach, widzisz! W takim razie ona wróci, a ty będziesz ją musiał przyjąć.
Mellors spojrzał na Connie nieruchomym wzrokiem. Potem nagłym ruchem podniósł głowę.
— Może masz rację. Byłem głupcem, że tutaj powróciłem. Ale czułem się rozbitkiem i musiałem się gdzieś podziać. Mężczyzna to biedne stworzenie, którym każdy wiatr miota w inną stronę. Ale masz rację. Postaram się o rozwód, żeby być wolnym. Nienawidzę tego wszystkiego jak śmierci, urzędników, rozpraw sądowych i sędziów. Ale będę się z tym musiał pogodzić. Wniosę sprawę rozwodową.