Connie ujrzała na jego twarzy wyraz stanowczości i zatriumfowała w duchu.

— Chętnie bym się teraz napiła herbaty — rzekła.

Mellors wstał, aby przygotować herbatę. Ale twarz jego pozostała nieruchoma.

Kiedy zasiedli do stołu, Connie zapytała:

— Dlaczego się z nią ożeniłeś? Była niższego pochodzenia niż ty. Pani Bolton opowiadała mi o niej. Nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego się z tą dziewczyną ożeniłeś.

Mellors spojrzał na nią nieruchomym wzrokiem.

— Powiem ci — zaczął. — Z pierwszą dziewczyną, jaką miałem w życiu, zacząłem, kiedy liczyłem sobie szesnaście lat. Była córką nauczyciela w Ollerton, ładną, nawet piękną dziewczyną. Ja uchodziłem za mądrego chłopaka z gimnazjum w Sheffield, umiałem trochę po francusku i po niemiecku, a nosa zadzierałem bardzo wysoko. Ona miała usposobienie romantyczne i nienawidziła wszystkiego, co wulgarne. Wzbudziła we mnie zamiłowanie do poezji i czytania. Poniekąd uczyniła ze mnie mężczyznę. Czytałem i rozmyślałem z największym ogniem, a wszystko dla niej. I zostałem pisarzem w biurze u Butterleya. Byłem wtedy chudym chłopakiem o białej twarzy, napęczniałym od wszystkiego, co przeczytałem. I o wszystkim rozmawiałem z nią; o wszystkim. Zajeżdżaliśmy w rozmowach aż do Persepolis i Timbuktu. Byliśmy najbardziej wykształconą literacko parą we wszystkich dziesięciu hrabstwach. Żyłem w pewnego rodzaju ekstazie. Po prostu dymiłem uwielbieniem dla niej. A ona mnie ubóstwiała. Ale wężem w trawie stał się popęd płciowy. Ona, jako dziewczyna, nie posiadała go wcale, a przynajmniej nie tam, gdzieby być powinien. Ja stawałem się coraz bardziej chudy i coraz bardziej obłąkany. Potem powiedziałem jej, że musimy teraz zostać kochankami. Przegadałem ją w tej sprawie, jak zwykle. Ustąpiła mi więc. Ja byłem podniecony, a ona nie czuła prawdziwej potrzeby tego. Po prostu nie czuła potrzeby tego. Ubóstwiała mnie, lubiła, kiedy do niej mówiłem i całowałem ją. Pod tym względem żywiła dla mnie namiętność. Ale tamtego po prostu nie pragnęła. I istnieje mnóstwo takich kobiet, jak ona. Było to właśnie przeciwieństwem tego, czego ja pożądałem. Sprawa rozbiła się więc o to. Byłem okrutny i opuściłem ją. Potem związałem się z inną, nauczycielką, która wywołała skandal przez to, że utrzymywała stosunek z żonatym mężczyzną i doprowadziła go niemal do obłędu. Była miękka i miała białą skórę, należała do miękkiego gatunku kobiet, była starsza ode mnie i grała na skrzypcach. I była diabłem. Lubiła w miłości wszystko, z wyjątkiem spraw płciowych. Przytulna, pieszcząca, schlebiała mężczyźnie na wszelkie sposoby. A gdy się ją zmuszało do samego stosunku płciowego, po prostu zgrzytała zębami i parskała nienawiścią. Zmuszałem ją do tego, a ona wylewała na mnie za to niekiedy potoki nienawiści. Rozczarowałem się więc znowu. Zbrzydło mi już to wszystko. Pragnąłem kobiety, która by chciała mnie i chciała mieć to.

Potem zjawiła się Berta Coutts. Mieszkała w sąsiednim domu, kiedy byłem małym chłopcem, znałem więc tych ludzi doskonale. Byli to zwyczajni ludzie. Berta wyjechała na jakąś posadę do Birmingham; ona mówiła, że jako dama do towarzystwa pewnej pani, wszyscy inni twierdzili, że jako kelnerka hotelowa czy coś podobnego. W każdym razie, kiedy już miałem aż zadość tamtej kobiety, zjawiła się Berta, z zachowaniem i manierami i eleganckimi strojami, z pewnego rodzaju puchem kwietnym: z pewnego rodzaju zmysłowym powiewem, jaki spotyka się niekiedy u kobiet albo u gnomów. A ja byłem w nastroju wisielczym. Porzuciłem swoje stanowisko u Butterleya, gdyż uważałem, że jestem tam szmatą, że sobie ręce urabiam przy pisaniu; osiedliłem się w Tevershall jako kowal i głównym moim zajęciem stało się obkuwanie koni. Była to praca mego ojca, a ja zawsze mu przy niej towarzyszyłem. Była to praca, którą lubiłem, mieć do czynienia z końmi: to mi najbardziej odpowiadało. Przestałem więc wyrażać się „uczenie”, jak to ludzie powiadają, kiedy się mówi językiem literackim, i zacząłem znowu mówić dialektem. Ciągle jeszcze czytywałem w domu książki, ale kułem podkowy, miałem własny wózek z kucykiem i byłem mistrzem młota. Ojciec mój pozostawił mi umierając trzysta funtów. Związałem się więc z Bertą i cieszyłem się, że była wulgarna. Chciałem, aby była taka wulgarna. Chciałem być sam wulgarny. Tak, i ożeniłem się z nią, i była niezłą żoną. Inne kobiety, „czyste”, niemal zupełnie pozbawiły mnie męskości, ale jej pod tym względem nic nie można było zarzucić. Pożądała mnie i nie robiła z tym ceregieli. A ja cieszyłem się jak błazen. To było to, czego pragnąłem: kobieta, która chciała, żebym ją obłapiał. Obłapiałem ją więc do woli. I zdaje mi się, że pogardzała mną trochę dlatego, że mi się to tak podobało i że jej nieraz przynosiłem śniadanie do łóżka. Przestała się troszczyć o dom, nie dawała mi porządnego jedzenia, kiedy wracałem z pracy, a gdy coś mówiłem, wyjeżdżała na mnie z pyskiem. Więc i ja wyjeżdżałem na nią z pyskiem i przekleństwami. Ona rzucała mi szklankę w głowę, a ja chwytałem ją za kark, aż traciła dech. Tak to było! Ale traktowała mnie bezczelnie i posunęła się tak daleko, że nigdy nie chciała mnie, kiedy ja jej chciałem: nigdy! Odtrącała mnie zawsze tak brutalnie, że nie możesz sobie tego wyobrazić. A potem, kiedy mnie już zupełnie zmroziła i kiedy jej nie chciałem brać, stawała się nagle słodka i miła, przychodziła do mnie i zdobywała mnie. A ja nadbiegałem zawsze, kiedy ona zagwizdała. Wreszcie nie mogłem już tego znieść. Sypialiśmy oddzielnie. Ona sama zrobiła początek przy swoich atakach, twierdząc, że ją tyranizuję. Ona sama zażądała pierwsza własnej sypialni. Ale nadszedł czas, kiedy nie chciałem jej wpuścić do swego pokoju. Nie chciałem.

Nienawidziłem tego. A ona nienawidziła mnie. Boże mój, jakże ona mnie nienawidziła, zanim się dziecko urodziło! Zdaje mi się nieraz, że poczęła je tylko z nienawiści. W każdym razie, kiedy się dziecko urodziło, dałem jej spokój. A potem wybuchła wojna, a ja zgłosiłem się na ochotnika. I powróciłem dopiero wtedy, gdy się dowiedziałem, że ona mieszka z tym chłopakiem w Stacks Gate.

Urwał z pobladłą twarzą.