— I uważasz, że zawsze zachowywałeś się we właściwy sposób wobec kobiet?

— Dalibóg, nie! Uczyniłem swoją żonę tym, czym została: w przeważnej części jest to mój błąd. Rozpieściłem ją. I jestem bardzo podejrzliwy. Na to musisz być przygotowana. Wiele potrzeba, abym komu wewnętrznie ufał. Więc może i ja jestem tylko oszustwem. Jestem nieufny. Ale czułości niepodobna nie poznać.

Connie spojrzała na niego.

— Ciałem nie jesteś nieufny, kiedy w tobie krew wzbiera — rzekła. — Wtedy nie jesteś nieufny, prawda?

— Nie, niestety! W ten sposób popadłem we wszystkie kłopoty. I dlatego duch mój jest tak bardzo nieufny.

— Pozwól mu być nieufnym! Cóż to ma za znaczenie!

Pies westchnął boleśnie na dywaniku. Ogień, zduszony przez popiół, opadł.

— My dwoje jesteśmy parą starych weteranów — rzekła Connie.

— I ty jesteś weteranem? — zaśmiał się Mellors. — A teraz powracamy znowu w zgiełk bitwy!

— Tak! Lękam się naprawdę.