Clifford nie mógł znieść myśli o jej wyjeździe, ale tylko dlatego, że pod jej nieobecność czuł się niepewny. Obecność jej z niewyjaśnionych powodów dawała mu przy jego obecnych zajęciach poczucie pewności siebie i swobody. Spędzał wiele czasu w kopalni i w duchu zmagał się z beznadziejnymi niemal problemami, jak w najbardziej ekonomiczny sposób wydobywać swój węgiel i w najbardziej ekonomiczny sposób go sprzedawać. Wiedział, że musi znaleźć jakąś drogę, aby go zużytkować albo przetworzyć, aby nie musiał sprzedawać samego węgla i złościć się, że go sprzedać nie może. Ale gdyby produkował energię elektryczną, czy potrafi ją sprzedawać lub zużytkować? Zaś przetwarzanie na płynne paliwo było dotychczas zbyt jeszcze kosztowne i zbyt skomplikowane. Aby utrzymać przemysł przy życiu, trzeba było jeszcze więcej przemysłu — prawdziwy obłęd.
Był to obłęd i trzeba było obłąkanego, aby mu się to powiodło. Doskonale, przecież on był trochę obłąkany. Tak myślała Connie. Właśnie jego zapał i jego przebiegłość we wszystkim, co dotyczyło kopalni, wydawały się przejawami obłędu. Nawet pomysły jego sprawiały wrażenie pomysłów obłąkanego.
Opowiadał jej o wszystkich swoich poważnych planach, a Connie słuchała z pewnego rodzaju podziwem i pozwalała mu mówić. Potem potok słów opadał i Clifford włączał głośnik radiowy, zapadając w pustkę, podczas gdy plany jego najwidoczniej kłębiły się w nim dalej niby zły koszmar.
I co wieczór grywał z panią Bolton w pontoon, grę żołnierzy z okopów, grywał o sześciopensówki. Przy hazardzie ogarnięty był również pewnego rodzaju nieprzytomnością, pustym oszołomieniem czy też oszołomieniem pustki, cokolwiek to było. Connie nie mogła znieść jego widoku w tym stanie. Ale kiedy się kładła spać, on i pani Bolton hazardowali się dalej do drugiej lub trzeciej nad ranem, bez przeszkód i z jakimś dziwnym zapałem. Pani Bolton ogarnięta była tym zapałem tak samo jak Clifford. Tym bardziej, że prawie zawsze przegrywała.
Pewnego dnia rzekła do Connie:
— Przegrałam wczoraj wieczór do Sir Clifforda dwadzieścia trzy szylingi.
— I przyjął od pani pieniądze? — zapytała Connie przerażona.
— Ależ oczywiście, proszę jaśnie pani! Dług honorowy!
Connie robiła im bez ogródek wyrzuty i pokłóciła się z obojgiem. Skutek był ten, że Clifford podwyższył pensję pani Bolton o sto funtów rocznie, aby się mogła tymi pieniędzmi hazardować. Tymczasem Connie miała wrażenie, że Clifford obumiera coraz bardziej.
Powiedziała mu wreszcie, że zamierza siedemnastego wyjechać.