— Siedemnastego! — zawołał Clifford. — A kiedy powrócisz?
— Najpóźniej dwudziestego lipca.
— Tak! Dwudziestego lipca.
Spojrzał na nią obcym, pustym wzrokiem, z nieokreślonym wyrazem dziecka, ale z dziwnie pustą przebiegłością starego człowieka.
— Nie opuścisz mnie teraz, prawda? — zapytał.
— Jak to rozumiesz?
— Kiedy odjedziesz. Mam na myśli, że powrócisz na pewno?
— Jestem niezłomnie przekonana, że powrócę.
— Tak! Dobrze! Dwudziestego lipca!
Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem.