A jednak pragnął naprawdę, aby wyjechała. Takie to było osobliwe. Pragnął, aby wyjechała, dosłownie; i żeby przeżyła swoją małą przygodę miłosną i może żeby powróciła w ciąży i tak dalej. A jednocześnie lękał się jej wyjazdu.

Connie drżała z niecierpliwości i łaknęła prawdziwej okazji, aby go zupełnie porzucić, czekała na chwilę, kiedy i on, i ona będą do tego dojrzali.

Siedziała, rozmawiając z leśniczym o swojej podróży.

— A potem, kiedy powrócę — rzekła — mogę powiedzieć Cliffordowi, że muszę go opuścić. I będziemy wtedy mogli wyjechać. Nikt nie musi wiedzieć, że to o ciebie idzie. Możemy wyjechać do innego kraju, prawda? Do Afryki albo do Australii. Dobrze?

Była podniecona swoim planem.

— Nie byłaś nigdy w koloniach? — zapytał Mellors.

— Nie! A ty?

— Byłem w Indiach, w Afryce Południowej i w Egipcie.

— Dlaczego nie mielibyśmy pojechać do Afryki Południowej?

— Moglibyśmy! — rzekł leśniczy wolno.