— To wcale nieprawda! — szepnęła Connie. — To wcale nie prawda! Istnieje jeszcze inna prawda.
Czuła, że był teraz rozgoryczony, ponieważ chciała go celowo opuścić, ponieważ chciała jechać do Wenecji. I to ją niemal cieszyło.
— Powiedz, że pragniesz dziecka, że się go spodziewasz! — szepnęła, tuląc twarz do jego ciała. — Powiedz, że pragniesz!
— Nie wiem! — rzekł wreszcie, a Connie uczuła, jak dziwne drżenie zmiennej świadomości i odprężenia przeniknęło przez jego ciało. — Nie wiem, myślałem sobie nieraz, gdyby się tylko spróbowało, tutaj, pośród górników! Pracują teraz ciężko i zarabiają niewiele. Gdyby im kto powiedział: Nie myślcie jeny wiecnie o piniondzach. Jeśli sie łozchodzi ło to, cego nom trza, to trza nam niewiela. Nie żyjymy przeca jeny lo piniendzy... Terozki ech my som do tego zmuszyni. Jezechmy zmuszyni zarobić coś małowiela lo nos i cołko kupa lo panów. Ale z tym musiemy roz skońcyć. Poleku, polekutku musiemy z tym skońcyć. Nie trza nom sie tak uwijać i tropić sie. Poleku, polekutku musiemy ciepnońć to usmolone życie przemysłowe i potem nazod. Zdziebko piniendzy styknie lo kożdego, i lo mnie i lo ciebie, lo panów, lo włodców i jeszce lo króla. Zdziebecko piniendzy doprowdy styknie. Łozwoż se to i zgódź sie na to, a wyzwolisz sie z tej cołkiej komedii!
Urwał, potem ciągnął dalej:
— I powia im: Dziwejcie sie! Podziwejcie sie na Zeflika! Jak łon sie fajnie ruszo! Podziwejcie sie, jak łon chodzi, żywy i wspaniały! Piekny jest, fajnisty! A terozki podziwejcie sie na Karlika! Grundzelok jest i szpetny, bo sie nigdy nie chcioł łobudzić! Powia im: Dziwejcie sie! Podziwejcie sie na sia! Jedno ramiencko wyższe, a drugie niższe, krzywe gicole, a nożyska to jak szłapy u źwierzont! Coście sa to narobieli bez ta przeklento robota? Zdarliście sie do imentu! To przeca nie trza tyla robić, komu sie to zdo? Seblyczcie wasze łachy i podziwejcie sie na sia! Mocie być żywi i szumni, a jezeście szpetni i same zdechloki. Tak, widzisz, byda do nich godoł. I zmusza tych ludzi, coby nosili inksze łachy, możno wonskie, krótkie galoty, zielonym łobszywane, i krótkie jakle skórzane z zielonymi klapami, jak to kiejś było we zwycaju. Zaś jak chłopy bydom mieć piekne nożyska i bydom je pokazywać, to sie wszystko zaś przemieni, zanim sie miesionc skońcy. Wtynczos zaś zacnom być chłopami, prowdziwymi chłopami! A kobity sie bydom mogły łoblykoć, jak im sie żywnie bydzie podobało. Bo jak chłopy zaś bydom chodzić z krótkimi galotami i z szykownymi zadkami, kiere bydom wyglondać spod kabatów, wtenczos zaś kobity bydom prowdziwymi kobitami. Chodzi ło to, że chłopy nie som chłopami i lo tego kobity muszom być chłopami. A nieskorzej zburzyłbych naszo wioska i wybudowoł zaś piekne chałupy, w kierych bydymy wszyjscy mieli miejsce. I wycyścilibychmy ziemia wokolutko. No i nie mielibychmy kupy dziecek, bo świat już jest przepełniony.
Ale nie prawiłbych ludziom kozanio. Pościongołbych z śnich łoblecynie i pedziołbych im po prostu: Podziwejcie sie na sia! To pochodzi łod tygo, że jeny robicie na piniondze. Wyście robieli lo piniendzy. Podziwejcie sie na Tevershall, jako ta wioska jest szpetno. A to z kuli tego, że była stawiano, kiejeście robieli lo piniendzy. Podziwejcie sie na wasze dziołchy! Nie cujom łone prowej miłości ku wom, ani wy ku nim nie cujecie prowej miłości. Bo bez cołkie życie robieliście jeny lo piniendzy i jeny na piniondzach wom zależało. I nie poradzicie godać i nie poradzicie stoć, ani chodzić, ani żyć, nie poradzicie ani prowdziwie spać z dziołchom. Nie jezeście żywi! Podziwejcie sie na sia!
Nastąpiła absolutna cisza. Connie na pół słuchała i wplotła mu we włosy u dołu brzucha kilka niezapominajek, które zebrała w drodze do chaty. Na zewnątrz świat znieruchomiał i zrobił się trochę lodowaty.
— Masz cztery rodzaje włosów — powiedziała mu. — Na piersi są prawie czarne, a na głowie nie są ciemne, ale twoje wąsy są twarde i ciemnorude, a twoje włosy tutaj, twoje włosy miłości, są jak mały krzak czerwonozłotej jemioły. Są najpiękniejsze ze wszystkich!
Spojrzał w dół i zobaczył mleczne kawałki niezapominajek we włosach na pachwinie.