— Aj! Dobre miejsce, żeby włożyć niezapominajki, we włosy mężczyzny lub dziewczyny. Ale czy nie obchodzi cię przyszłość?

Spojrzała na niego.

— Och, ależ tak, okropnie! — powiedziała.

— Kiedy czuję, że los ludzkości jest przypieczętowany, że przypieczętowała go ona sama swoją plugawą ohydą, to mam wówczas wrażenie, że nawet kolonie nie są dość odległe. Księżyc nie byłby dość odległy. Gdyż i stamtąd można by się obejrzeć za siebie i ujrzeć ziemię, najbrudniejszą, najwstrętniejszą, najohydniejszą ze wszystkich gwiazd: zapaskudzoną przez ludzi. Mam wtedy takie uczucie, jakbym połknął żółć, i żre mi ona trzewia, a żadne miejsce nie jest dość odległe, aby od tego wszystkiego uciec. Ale gdy się mój nastrój zmienia, wówczas zapominam znowu o wszystkim. Chociaż hańbą jest to, co uczyniono ludziom w ciągu tych ostatnich stu lat. Mężczyzn pozamieniano w owady robocze i zabrano im całą męskość i całe ich rzeczywiste życie. Pragnąłbym wytrzebić ze świata maszyny i raz na zawsze zakończyć okres przemysłu niby posępny błąd. Ale że tego nie potrafię i nikt tego nie potrafi, lepiej, abym siedział cicho i próbował żyć własnym życiem: jeżeli mam po co żyć, w co bardzo wątpię.

Grzmoty ustały, ale deszcz, który zelżał, począł nagle siec znowu gwałtownie, z ostatnią słabą błyskawicą i pomrukiem oddalającej się burzy. Connie była zaniepokojona. Tak długo mówił. W istocie mówił do siebie, nie do niej. Zdawało się, że rozpacz opadła go zupełnie, podczas gdy ona czuła się szczęśliwa i nienawidziła rozpaczy. Wiedziała, że w nastrój ten wprawił go jej odjazd od niego, który sobie teraz dopiero wewnętrznie uświadomił — i czuła trochę triumfu.

Otworzyła drzwi i wyjrzała w padający prostymi, ciężkimi sznurami deszcz, odgradzający ją od świata niby stalowa zasłona. I nagle uczuła pragnienie, by wybiec w deszcz i uciec. Wstała i poczęła szybko zdejmować pończochy, potem suknię i bieliznę, a on wstrzymał oddech. Jej śpiczaste, zwierzęce piersi poruszały się i drgały za każdym jej ruchem. W zielonkawym świetle ciało jej miało barwę kości słoniowej. Wsunęła nogi w pantofle i z dzikim, krótkim śmiechem wybiegła z szałasu, podając piersi ciężkiemu deszczowi. Z rozpostartymi ramionami biegła, niewyraźnie widoczna poprzez deszcz, biegła eurytmicznymi ruchami tanecznymi, których się przed tak dawnymi czasy nauczyła w Dreźnie. Jej dziwna, blada postać wyciągała się i kurczyła, schylała się, tak że deszcz trafiał jej pełne biodra i połyskiwał na nich, potem znowu wznosiła się, pędząc przez deszcz z wysuniętym brzuchem, i znowu się schylała, tak że tylko pełne uda i pośladek wystawione były na łup deszczu, jak gdyby w ofierze, jak gdyby dla zaznaczenia dzikiej czci.

Mellors skrzywił twarz w uśmiechu i zrzucił ubranie. Tego było za wiele! Wybiegł z szałasu, nagi i biały, z lekkim dreszczem, wybiegł na twardy, tnący deszcz. Flossie biegła przed nim z podnieconym, krótkim ujadaniem. Connie, której włosy lepiły się do głowy, odwróciła gorącą twarz i dostrzegła Mellorsa. Błękitne jej oczy zapłonęły podnieceniem, kiedy się obejrzała i szybko, dziwnymi, skaczącymi ruchami pobiegła przez polanę, wzdłuż ścieżki, smagana przez mokre gałęzie. Pędziła, a on nie widział nic, tylko okrągłą, mokrą głowę, mokre, pochylone w ucieczce plecy i zaokrąglony, połyskujący pośladek. Cudowna, skulona piękność kobieca w uciecze.

Była już prawie w pełnym galopie, kiedy zbliżył się i zarzucił nagie ramię przez środek jej miękkiej, wilgotnej nagości. Wrzasnęła i wyprostowała się, a brzemię jej delikatnego, chłodnego ciała znalazło się przy jego ciele. Przycisnął ją do siebie, szaleńczo, owo miękkie naręcze chłodnego kobiecego ciała, które szybko, w kontakcie z jego, stało się ciepłe jak płomień. Deszcz lał się na nich strumieniami, aż dymili. Chwycił jej piękne, ciężkie pośladki po jednym w każdą dłoń i przycisnął je do siebie w szale, stojąc bez ruchu w deszczu i drżąc. Potem nagle podniósł ją i upadł z nią razem na ścieżkę, po czym w ryczącej ciszy deszczu krótko i ostro wziął ją, krótko i ostro skończył, jak zwierzę.

Zerwał się po chwili i otarł deszcz z oczu.

— Chodź — rzekł, a ona poczęła biec w stronę szałasu.