— Powiesz!

Milczał długo. Connie mocno otoczyła jego szyję ramionami.

— Nie powinieneś mi tego utrudniać — rzekła błagalnie.

— Czego?

— Wyjazdu do Wenecji i przygotowania się do wszystkiego.

Słaby uśmiech, półuśmiech przemknął po jego twarzy.

— Nie utrudniam ci tego — rzekł. — Chcę tylko zrozumieć, do czego właściwie zmierzasz. Ale w istocie nie znasz jeszcze sama siebie. Chcesz zyskać na czasie: odsunąć się trochę od tego i przyjrzeć się wszystkiemu z daleka. Nie robię ci z tego powodu wyrzutów. Sądzę, że jesteś mądra. Może będziesz wolała zostać panią na Wragby. Nie robię ci wyrzutów. Nie mogę ci zaofiarować drugiego Wragby. Wiesz przecież, czego się możesz po mnie spodziewać. Nie, nie, myślę, że masz rację! Naprawdę, jestem tego zdania. I nie lecę na to, żeby żyć na twój koszt, żeby się dać przez ciebie utrzymywać. I to przecież jeszcze trzeba wziąć pod uwagę.

Connie miała nieokreślone uczucie, jakby jej odpłacał pięknym za nadobne.

— Ale chcesz mnie, prawda? — zapytała.

— A ty mnie chcesz?