I zdjął liście z jej wilgotnych włosów, całując je, i kwiaty z jej piersi, i pocałował jej piersi, i pocałował jej pępek, i pocałował jej włosy łonowe, gdzie zostawił wplecione kwiaty.
— Mogom sam łostać, dopoki chcom — powiedział. — No toż! Zasik je żeś nago, dzioucha z guzo rziciom i mało Tofle Jane! A teroz wraź treska, bo zaroz pódziesz, bo Tofle Chatterley spóźni sie na wieczerzo, a kaj ty byłaś, moja śliczno dzieweczko!
Connie nie wiedziała nigdy, jak mu odpowiedzieć, kiedy był w takim usposobieniu. Ubrała się więc i przygotowała do trochę haniebnego powrotu do Wragby. A może ona to tak tylko odczuwała: trochę haniebny dom.
Nie chciał się wyrzec odprowadzenia jej do szerokiej drogi leśnej. Młode jego bażanty były bezpieczne pod daszkiem.
Kiedy wyszli oboje na drogę, ujrzeli zbliżającą się bladą panią Bolton.
— O, proszę jaśnie pani, myśleliśmy już, że się coś stało!
— Nie! Nic się nie stało.
Pani Bolton spojrzała w twarz mężczyzny, wygładzoną i odmłodzoną z miłości. Spotkała się z na wpół roześmianym, na wpół drwiącym spojrzeniem jego oczu. Śmiał się zawsze z niepowodzeń. Ale spojrzał na nią przyjaźnie.
— Dobry wieczór, pani Bolton! Jaśnie pani jest teraz w dobrych rękach, mogę ją więc opuścić. Dobranoc jaśnie pani! Dobranoc pani Bolton!
Ukłonił się i zawrócił.