Connie ściągnęła kapelusz z głowy i potrząsnęła włosami.
Clifford spojrzał na nią, oczy nabrzmiały mu, a białka pożółkły. Bardzo szkodliwe było dla niego wpadać w taką wściekłość. Pani Bolton musiała go zwykle potem przez szereg dni z trudem pielęgnować. Connie uczuła nagle wyrzuty sumienia.
— Nie, naprawdę! — powiedziała łagodniej. — Pomyślałby kto, że Bóg wie gdzie byłam. Siedziałam po prostu w szałasie przez cały czas burzy, rozpaliłam sobie ogień i byłam szczęśliwa.
Mówiła teraz swobodnie. Ostatecznie po co go jeszcze bardziej denerwować?
Clifford spojrzał na nią podejrzliwie.
— Spójrzże na swoje włosy! — rzekł. — Spójrz na siebie!
— Tak! — odpowiedziała Connie spokojnie. — Biegałam po deszczu, bez sukni.
Clifford oniemiał i wlepił w nią wzrok.
— Oszalałaś chyba! — zawołał wreszcie.
— Dlaczego? Że lubię natryski deszczowe?