— Obawiam się, że nie mam pod tym względem dość doświadczenia. — Connie przerwała swoje zajęcie. — A pani mąż? Czy musiała go pani traktować i zagadywać jak małe dziecko? — zapytała, spoglądając na pielęgniarkę.

Pani Bolton przestała także pracować.

— Hm! — rzekła. — Często musiałam mu bardzo ładnie dogadywać, ale on wiedział zawsze, do czego zmierzam. To muszę mu przyznać. I zazwyczaj ustępował mi.

— Nie grał nigdy roli pana i władcy?

— Nie! To znaczy, niekiedy oczy jego miały pewien wyraz i wtedy wiedziałam, że ja powinnam ustąpić. Ale zazwyczaj on ustępował. Nie, nie był panem i władcą. Ale ja także nie. Wiedziałam, kiedy nie wolno mi się dalej posunąć, i wtedy ustępowałam, choć nieraz kosztowało mnie to wiele.

— A coby się stało, gdyby mu się pani sprzeciwiła?

— Nie wiem. Nigdy tego nie uczyniłam. Nawet kiedy nie miał racji, a upierał się przy swoim, ustępowałam. Widzi pani, nigdy nie chciałam zburzyć tego, co między nami było. A jeśli się naprawdę przeciwstawia mężczyźnie własną wolę, wtedy koniec ze wszystkim. Jeżeli się mężczyznę naprawdę lubi, trzeba mu ustępować, kiedy powziął stanowczą decyzję. Czy się ma rację czy nie, trzeba mu ustępować. Inaczej można coś zburzyć. Ale muszę przyznać, że Ted także czasami ustępował, jeżeli ja uparłam się przy czymś, a nie miałam racji. Więc sądzę, że odnosi się to do obydwu stron.

— I postępuje pani tak ze wszystkimi swoimi pacjentami? — zapytała Connie.

— O, to co innego. W stosunku do nich wcale mi na tym nie zależy. Wiem, co jest dla nich dobre, a przynajmniej staram się wiedzieć, a wtedy udaje mi się traktować ich tak, aby im to wyszło na dobre. Nie jest to rzecz wielka w stosunku do człowieka, którego się naprawdę lubi. To zupełnie coś innego. Jeżeli jednego mężczyznę naprawdę się lubi, można być serdeczną niemal dla każdego innego mężczyzny, który nas potrzebuje. Ale to nie to samo. W istocie nic sobie człowiek z niego nie robi. Zdaje mi się, że jeżeli kobieta raz naprawdę kochała, to już nigdy nie robi sobie nic z żadnego mężczyzny.

Słowa te przeraziły Connie.