— Nie wiem. Jest starszy ode mnie.
Hilda stawała się za każdą odpowiedzią coraz bardziej zła, zła, jak bywała jej matka, w pewnego rodzaju paroksyzmie. Ale ciągle jeszcze ukrywała to.
— Na twoim miejscu zrezygnowałabym z tej nocnej eskapady — oznajmiła spokojnie.
— Nie mogę! Muszę spędzić z nim tę noc, inaczej nie mogę w ogóle jechać do Wenecji. Po prostu nie mogę.
Hilda rozpoznawała w tych słowach charakter swego ojca i dyplomatycznie ustąpiła. Zgodziła się pojechać z Connie na kolację do Mansfield, odwieźć ją o zmroku z powrotem aż do końca obramionej żywopłotem drogi i nazajutrz zabrać ją stamtąd, podczas gdy ona sama miała przenocować w Mansfield, oddalonym, jeśli się dobrze jechało, zaledwie o pół godziny. Ale była wściekła. Była zła na siostrę, że pokrzyżowała jej plany.
Connie wywiesiła z okna szmaragdowozielony szal.
Gniew na Connie usposobił Hildę serdeczniej wobec Clifforda. Clifford posiadał ostatecznie ducha. A jeżeli funkcjonalnie nie posiadał płci, tym lepiej: tym mniej możliwości sporu! Hilda nie chciała już słyszeć o tych wszystkich sprawach płciowych, przy których mężczyźni stawali się brzydkimi, egoistycznymi potworkami. Connie miała naprawdę o wiele mniej do zniesienia, niż wiele innych kobiet. Gdybyż tylko o tym wiedziała!
A Clifford doszedł do wniosku, że Hilda jest jednak ostatecznie kobietą niewątpliwie inteligentną i byłaby dla męża pierwszorzędną pomocą, gdyby się na przykład chciał poświęcić polityce. Tak, nie posiadała zupełnie naiwności Connie. Connie była raczej podobna do dziecka. Trzeba jej było niejedno wybaczać, gdyż nie była zupełnie zdolna do ponoszenia odpowiedzialności.
Herbatę podano wcześnie w hallu, którego drzwi stały otworem, aby wpuścić słońce. Wszyscy wydawali się trochę przejęci.
— Bywaj zdrowa, Connie, dzieweczko! A wracaj do mnie szybko.