Leśniczy otworzył drzwi i wszedł pierwszy do ciepłego, ale gołego, małego pokoju. Ogień płonął nisko i czerwono na małym kominku. Stół nakryty był dwoma talerzami i dwiema szklankami, tym razem na prawdziwym, białym obrusie. Hilda potrząsnęła włosami i rozejrzała się po pustym, niewesołym pokoju. Potem zebrała się na odwagę i spojrzała na mężczyżnę.
Był średniego wzrostu i chudy, uważała, że wygląda dobrze. Leśniczy zachowywał spokojny dystans i nie wydawał się wcale skłonny do mówienia.
— Siadajże, Hildo! — rzekła Connie.
— Tak! — rzekł Mellors. — Czy mogę zagotować herbaty albo czegoś innego? Czy też wolą się panie napić piwa? Jest dość chłodne.
— Piwa! — rzekła Connie.
— Dla mnie także, proszę! — powiedziała Hilda z udaną nieśmiałością.
Leśniczy rzucił na nią okiem i mrugnął.
Potem wziął niebieski dzbanek i wyszedł do spiżarni. Kiedy powrócił, wyraz jego twarzy uległ znowu zmianie.
Connie usiadła przy drzwiach, a Hilda siedziała w fotelu, plecami do okna.
— To jego fotel — rzekła Connie cicho.