— A czamu nie mom tak godać?
— Przedtem mówił pan przecież zupełnie czystym językiem.
— Doprowdy? A inakszej nie śmia, jeśli mi sie tak podobo? No, no, niechżys mi panuchna dozwolom godać dialektym, jak mi sie tak podobo. No, i jak im to, panuchno, jest za jedno.
— To brzmi trochę sztucznie — rzekła Hilda.
— No ja, to może być. A zaś w Tevershall jeich godka byłaby sztucno.
Spojrzał na nią znowu, kącikami oczu, z dziwnym, pogardliwym dystansem, jakby chciał powiedzieć: „O Jezusku, a coześ to ty takiego jest?”.
Wyszedł ciężkimi krokami, żeby przynieść jedzenie.
Siostry siedziały w milczeniu. Leśniczy przyniósł jeszcze jeden talerz i nakrycie. Potem rzekł:
— Jak panuchny dozwolom, to sebleka se jakla, boch je do tego przyzwycajony.
Zdjął kurtkę, powiesił ją na gwoździu, potem siadł przy stole. Miał koszulę z cienkiej, kremowej flaneli.