Schyliła się, rozlewając herbatę i pochwyciła jego rękę.

— Tak! — odpowiedział, wycierając rozlaną herbatę.

— Nie możemy przecież nie żyć razem, teraz już nie możemy, prawda? — powiedziała błagalnie.

Spojrzał na nią z przelotnym, ironicznym uśmiechem.

— Nie! — odpowiedział. — Ale za dwadzieścia pięć minut musisz wyjść.

— Muszę? — zawołała Connie.

Nagle Mellors podniósł ostrzegawczo palec i wstał.

Milcząc, odstawił talerz na tacę i zszedł na dół. Constance słyszała, jak szedł ścieżką ogrodową. Z daleka rozległ się dzwonek roweru.

— Dobry dzień, Mellors! Mom lo nich polecony listek!

— Ach tak! Majom łołówek?