— Ja! Sam trza podpisać!

Pauza.

— Z Kanady! — rzekł głos nieznajomego.

— Dyć! To łod mojego kolegi z Kolumbii Brytyjskiej. Nie wiem, czamu pisoł listek polecony.

— Możno przisyło majątek.

— Prendzyj wierza łon cegoś potrzebuje.

Pauza.

— Ja! Piekny mamy dzisiok dzień!

— Dyć!

— Toż dowidzynio!