Ale on był zakłopotany przyjściem listonosza.
— Ci przeklęci cykliści! Spadają człowiekowi na kark, zanim się spostrzeże. Mam nadzieję, że nic nie zauważył.
— A cóż by mógł zauważyć?
— Musisz teraz wstać i przygotować się do drogi. Wyjdę na chwilę, żeby się trochę rozejrzeć.
Widziała, jak badał drogę żywopłotową, z psem i fuzją. Zeszła na dół, umyła się, a kiedy leśniczy powrócił, była gotowa i spakowała już wszystko do swojej jedwabnej torebki.
Mellors zamknął drzwi domu, i wyruszyli w drogę, ale nie wzdłuż żywopłotów, lecz przez las. Był ostrożny.
— Czy i ty nie sądzisz, że żyje się dla takich chwil, jak dzisiejsza noc? — zapytała Connie.
— Tak! Ale trzeba myśleć i o innych chwilach — odpowiedział leśniczy dość lakonicznie.
Szli dalej zarośniętą ścieżką, on przodem, milczący.
— I będziemy żyli razem i stworzymy sobie z tego wspólne życie, prawda? — błagała Connie.