— Tak! — odpowiedział leśniczy, idąc dalej i nie oglądając się. — Kiedy nadejdzie pora na to. Teraz właśnie odjeżdżasz do Wenecji czy Bóg wie gdzie.
Szła za nim w milczeniu, ze strwożonym sercem. O, teraz żałowała, że odjeżdża!
Wreszcie Mellors zatrzymał się.
— Przejdę teraz tam — rzekł i wskazał w prawo.
Lecz ona otoczyła szyję jego ramionami i przytuliła się do niego.
— Ale zachowasz dla mnie swoją czułość, prawda? — szepnęła. — Ta ostatnia noc była cudowna. Zachowasz dla mnie swoją czułość, prawda?
Mellors pocałował ją i przez chwilę trzymał ją w objęciu. Potem westchnął i pocałował ją znowu.
— Muszę iść zobaczyć, czy auto już przyjechało.
Przeszedł przez niskie ciernisko i przez krzaki, pozostawiając za sobą ślad w paprociach. Nie było go przez minutę czy dwie. Potem powrócił.
— Auta jeszcze nie ma — rzekł. — Ale na szosie jest wóz piekarza.