Wydawał się zalękniony i zatroskany.

— Słuchaj!

Usłyszeli sygnały zbliżającego się auta. Zatrzymało się na moście.

W bezgranicznym smutku Connie przeszła po jego śladach przez paprocie i stanęła przed wysokim żywopłotem ostrokrzewowym.

Mellors był tuż za nią.

— Tutaj! Przejdź tutaj! — rzekł, wskazując wyrwę w żywopłocie. — Ja nie wyjdę na drogę.

Spojrzała na niego z rozpaczą. Ale on pocałował ją i popchnął naprzód.

W najwyższym przygnębieniu przeszła przez dziurę w żywopłocie, potem przez drewniany parkan, potykając się, przelazła przez rów i wyszła na szosę, gdzie Hilda wysiadała właśnie z gniewem z auta.

— Jesteś nareszcie! — rzekła Hilda. — A gdzie on?

— On nie przyjdzie.