„Jestem bardzo zmartwiona, słysząc o wszystkich tych przykrościach, jakie Panu wyrządziła Pańska żona. Ale niech się Pan tym nie przejmuje, jest to pewnego rodzaju histeria. Wszystko to przeminie równie szybko, jak przyszło. Ale bardzo mi żal i spodziewam się naprawdę, że się Pan tym zbytnio nie przejął. Ostatecznie nie warto. To przecież tylko histeryczna osóbka, która chce Panu zadać ból. Za dziesięć dni będę w domu i ufam szczerze, że do tego czasu wszystko będzie znowu dobrze”.

W kilka dni później nadszedł list od Clifforda. Był poważnie zaniepokojony.

„Dowiaduję się z radością, że jesteś gotowa opuścić Wenecję piętnastego. Ale jeżeli się dobrze bawisz, nie śpiesz się z powrotem. Czujemy twój brak, Wragby czuje twój brak. Ale jest rzeczą najważniejszą, abyś się pod dostatkiem nasyciła słońcem, słońcem i piżamami, jak powiadają prospekty z Lido. Proszę Cię więc, pozostań jeszcze trochę dłużej, jeżeli Ci to dodaje humoru i hartuje Cię przeciwko naszej dość okropnej zimie. Nawet dzisiaj pada deszcz.

Pani Bolton opiekuje się mną z największą starannością i pieczołowitością. Jest ona cudownym okazem. Im dłużej żyję, tym jaśniej uświadamiam sobie, jak dziwnymi istotami są ludzie. Niektórzy z nich mogliby mieć równie dobrze sto nóg jak stonoga albo sześć jak homar. Stałość i godność ludzka, jakiej by się można po bliźnich spodziewać, zdaje się rzeczywiście nie istnieć. Człowiek zaczyna już wątpić, czy w nim samym istnieje ona w godnym uwagi stopniu.

Skandal z leśniczym trwa nadal i przybiera coraz większe rozmiary, jak kula śniegowa. Pani Bolton informuje mnie stale. Przypomina mi ona rybę, która sama będąc niema, póki żyje, oddycha cichą plotką przez skrzela. Wszystko przechodzi przez sito jej skrzeli i nic jej nie dziwi. Ma się wrażenie, jak gdyby wypadki z życia innych ludzi były dla niej nieodzownym do życia tlenem.

Stale zajęta jest skandalem mellorsowskim, a gdy tylko pozwolę jej zacząć, oprowadza mnie po najdalszych zakątkach. Wielkie jej oburzenie, które w tym nawet wypadku podobne jest do oburzenia aktorki grającej swoją rolę, zwraca się przeciwko żonie Mellorsa, którą uporczywie nazywa Bertą Coutts. Wniknąłem w tajniki brudnego żywota wszystkich Bert Coutts, a gdy się chwilami wyzwalam z potoku plotek, powracam z wolna na powierzchnię i spostrzegam światło dzienne, zdumiony, że ono jeszcze istnieje.

Wydaje mi się bezwarunkową prawdą, że świat nasz, który uważamy za powierzchnię wszystkich rzeczy, jest w istocie dnem głębokiego morza; wszystkie nasze drzewa są podmorskimi roślinami, a my sami jesteśmy fantastyczną, odzianą w łuski fauną podmorską i żywimy się odpadkami jak krewetki. Czasami tylko dusza, łaknąca powietrza, wynurza się z niezgłębionej toni, w której żyjemy, i wypływa na powierzchnię eteru, gdzie jest prawdziwe powietrze. Jestem przekonany, że powietrze, jakim normalnie oddychamy, jest rodzajem wody, a mężczyzna i kobieta są gatunkami ryb.

Ale czasami dusza wynurza się naprawdę, w ekstazie wystrzela jak mewa ku światłu, kiedy ma już dość polowania w podmorskich głębinach. Prawdopodobnie jest to nasz śmiertelny los, że musimy żerować na przeraźliwym podwodnym życiu naszych bliźnich w podwodnych lasach dziewiczych ludzkości. Ale naszym nieśmiertelnym przeznaczeniem jest, abyśmy, gdy tylko przełkniemy swój rybi połów, znowu uchodzili ku przejrzystemu eterowi, wyskakiwali ponad powierzchnię starego oceanu, ku światłu. Wówczas to uświadamiamy sobie swoją wieczną naturę.

Kiedy się przysłuchuję pani Bolton, mam wrażenie, że zanurzam się w głąb, aż do najdalszych głębin, gdzie trzepoczą się i pływają ryby ludzkich tajemnic. Pod wpływem głodu chwyta się trochę łupu; a potem znowu w górę, w górę, precz z tej gęstwiny w eteryczny świat, z mokrej przestrzeni w suchą. Tutaj mogę opowiedzieć całe to zajście. Ale przy pani Bolton czuję tylko zanurzanie się, ohydne zanurzanie się pomiędzy wodorosty morskie i blade potwory najniższego dna.

Obawiam się, że stracimy swego leśniczego. Skandal z bezecną małżonką, zamiast przebrzmiewać, wzmaga się coraz bardziej. Mellors oskarżony jest o najniemożliwsze rzeczy i co dziwna, ta osoba dopięła tego, że przeciągnęła na swoją stronę większość żon górników, najohydniejszego gatunku rybiego. Wieś stała się wprost gniazdem plotek.