Oto chwilowo koniec całej tej historii. Żona jego znikła, nie wiadomo gdzie. Ale gdyby się znowu zjawiła w Tevershall, naraziłaby się na aresztowanie, a słyszałem, że boi się ona nieludzko więzienia, ponieważ na nie w zupełności zasługuje. Mellors odchodzi od soboty za tydzień, i życie w naszej okolicy powróci niebawem do normalnego stanu.

Tymczasem, moja kochana Connie, gdybyś miała ochotę pozostać w Wenecji albo w Szwajcarii do początku sierpnia, cieszyłbym się na myśl, że jesteś z dala od tych wszystkich ordynarnych plotek; do końca miesiąca gadanina ta prawdopodobnie przebrzmi zupełnie.

Widzisz więc, że jesteśmy potworami głębinowymi, a kiedy homar chodzi po mule, mąci wodę wszystkim. Z konieczności musimy to traktować filozoficznie”.

Podniecenie i brak sympatii w jakimkolwiek kierunku, przejawiający się w liście Clifforda, wywarły złe wrażenie na Connie. Ale zrozumiała wszystko lepiej, gdy otrzymała następujący list od Mellorsa:

„Kocica wylazła z worka, razem z rozmaitymi innymi kociętami. Słyszałaś, że moja żona Berta powróciła w moje niekochające ramiona i rozgościła się w leśniczówce, gdzie mówiąc nieczołobitnie, przekonała się rychło, że coś śmierdzi — mianowicie flaszeczka Coty’ego. Innych dowodów winy nie znalazła, a przynajmniej nie w najbliższych dniach. Rozpoczęła więc wycie nad spaloną fotografią. Zauważyła szkło i tekturę w drugim pokoiku. Na nieszczęście ktoś naskrobał na tekturze małe rysuneczki i wiele razy powypisywał inicjały: C. S. R. Nie stanowiło to dla niej co prawda punktu zaczepienia. Aż wreszcie włamała się do szałasu i znalazła jedną z twoich książek, autobiografię aktorki Judyty z twoim nazwiskiem, Constance Steward Reid, na karcie tytułowej. Wtedy zaczęła chodzić po wsi i oznajmiać głośno, że kochanką moją była ni mniej ni więcej tylko sama Lady Chatterley. Nowinka ta doszła wreszcie do uszu pastora, pana Burrough i Sir Clifforda. Rozpoczęli wówczas sądowe kroki przeciwko mojej połowicy, która ze swej strony zniknęła, ponieważ żywi ona stale śmiertelny lęk przed policją.

Sir Clifford chciał ze mną mówić, poszedłem więc do niego. Omijał jądro sprawy i wydawał się na mnie zły. Potem zapytał, czy wiem, że nawet nazwisko Jaśnie Pani zostało wspomniane. Odpowiedziałem mu, że nie słucham nigdy skandalicznych historyjek i jestem zaskoczony, słysząc taką plotkę od samego Sir Clifforda. Oznajmił mi, że jest to oczywiście ciężka obelga, a ja powiedziałem, że królowa Maria jest odmalowana na kalendarzu w mojej kuchni, niewątpliwie dlatego, że Jej Królewska Mość stanowi część mego haremu. Ale on nie potrafił ocenić mego sarkazmu. To, co powiedział, zmierzało do wniosku, że jestem osobnikiem zbytecznym, nikczemnym charakterem, który biega z odpiętymi spodniami, a ja odpowiedziałem mu tyle mniej więcej, że on w każdym razie nie ma czego odpinać. Wyrzucił mnie więc i od soboty za tydzień odchodzę, aby się tutaj nigdy więcej nie pokazać. Pojadę do Londynu, a moja dawna gospodyni, pani Inger, 17 Coburg Square, albo odnajmie mi pokój, albo wyszuka mi jakiś.

Bądź przekonany, człowieku, że grzechy twoje nawiedzą cię zawsze, zwłaszcza, jeżeli jesteś żonaty, a imię jej Berta”.

W liście nie było ani słowa o niej, ani słowa do niej. Connie wzięła mu to za złe. Mógłby napisać kilka słów pociechy, aby ją uspokoić. Ale wiedziała, że on pozostawia jej wolność, wolność powrócenia do Wragby i do Sir Clifforda. I to brała mu za złe. Nie powinien okazywać fałszywej rycerskości. Pragnęła, aby powiedział był do Clifforda: „Tak, ona jest moją kochanką! Jestem z tego dumny!” Ale tak daleko jego odwaga nie sięgała.

Tak! Więc w Tevershall łączono jej imię z jego! To źle. Ale sprawa ta rychło pójdzie w zapomnienie.

Czuła gniew, skomplikowany i zawikłany gniew, który pozbawiał ją zdolności do czynu. Nie wiedziała, co robić, ani co powiedzieć. Nie mówiła więc nic i nic nie robiła. Wiodła nadal obojętnie dotychczasowe życie w Wenecji, jeździła gondolą z Duncanem Forbesem, kąpała się, przyglądała się, jak dni mijały. Duncan, który przed dziesięciu laty był w niej beznadziejnie zakochany, zakochał się w niej znowu. Ale Connie powiedziała mu: